Rano matka,za dnia kosmetolog,wieczorem kucharka,ogrodniczka,prządka, w weekendy trener kosmetyczny

sobota, 29 czerwca 2013

fajny pomysł na szklarnię



ogrodowo: borówki i jagody goi

Po całym tygodniu intensywnej pracy w mieście czas na założenie gumowców i rękawic i zakasanie rękawów :-)
Kupiłam dwa krzaczki dorodnej borówki amerykańskiej, której owoce bardzo lubimy. Każdy krzaczek dostał po wielkim worze kwaśnej ziemi. Ponieważ borówka ma raczej płytki i rozległy system korzeniowy, więc starałam się dostosować wielkość wykopanego dołka do tych wymagań.



Wraz z borówką kupiłam dwa krzaczki jagody goi. Bardzo jestem ciekawa, czy będzie owocować, nie sądziłam, że w naszym klimacie można ją uprawiać. Czytałam, że można je także wykiełkować z suszonych owoców i w ten sposób pozyskiwać nowe rośliny. Póki co, ja mam posadzone wzdłuż płotu dwie rośliny. Podcięłam je by się lepiej rozkrzewiły, podlałam i ... czekam :-)

Wiem, że dwa lata temu zrobiłam błąd sadząc bez lilak obok warzywnika. Rozrasta się nadmiernie mimo przycinania, odrosty korzeniowe wypierają inne rośliny. Błąd.
Tutaj tuż po przycięciu.


Nadal nie wiem, jak najlepiej pielęgnować moje maliny. Aby uniknąć czasochłonnego pielenia 2 lata temu rozłozyłam wokół agrowłókninę - niestety nornice uznały, że są bezpieczne i bezczelnie kopały tunele pod nią, podgryzały rośliny. W ubiegłym roku podsypywałam skoszoną trawę wokół krzaczków, ale okazało się, że chwasty to wręcz uwielbiają. 



Pomocnicy przy pieleniu:


Ostatecznie znowu nie nadążam z plewieniem i maliny są zarośnięte, co oczywiście ma wpływ na plony. Zaraz do nich idę... Niechętnie.

Dwie godziny później:

Kilka pędów, które wyrosły nie tam, gdzie powinny przesadziłam w nowe miejsce.



Krzaczki truskawek to kolejny temat, który muszę ogarnąć. Uwielbiamy truskawki, ale dla tego kilograma owoców nie opłaca mi się utrzymywanie grządek, nieustanne plewienie, przycinanie itd. Albo będą lepiej plonować, albo likwiduję.


Dynia wśród leszczyny i nagietków czuje się świetnie.



Poza tym świeże mleko od kozy nie ma sobie równych!





piątek, 21 czerwca 2013

Dieta dr Dąbrowskiej

Dzisiaj dzień szósty.

Przeszłam ją z sukcesem dwa lata temu i powróciłam. Żałuję, że tak długo zwlekałam z rozpoczęciem. Wróciło doskonałe samopoczucie fizyczne i psychiczne, lekkość i niesamowita energia, jakie daje ten sposób jedzenia. 
Pora roku zdecydowanie sprzyja, pojawiają się świeże, młode warzywa i owoce.
Każdemu polecam chociaż się z nią zapoznać :-)

oficjalna strona dr Dąbrowskiej

Blog, gdzie jest doskonale opisana 

tu wiele świetnych informacji  w wędrówce po zdrowie

wykład w dwóch częściach, którego warto wysłuchać, nawet, jeśli nie stosujesz diety


Dla domowników, którzy nie są na diecie zrobiłam domowe masło orzechowe.
Podobno w smaku lepsze niż ze sklepu :-)


niedziela, 16 czerwca 2013

Pesto z liści rzodkiewek na dobry początek dnia

Słoneczna niedziela zaczęła się dla mnie o 5:30
W uśpionym jeszcze domu cisza a w ogrodzie jak w ulu, wszystko ćwierka, bzyczy, rośnie, aż miło.
Wypuściłam kury z kurnika, nakarmiłam je, by odwdzięczyły się pysznymi jajkami, wypieliłam grządki warzywnika, dosypałam świeżego kompostu do dwóch worków, w których rosną eksperymentalnie ziemniaki, nazbierałam na śniadanie sałaty i rzodkiewki. Cieszę się zwłaszcza z rzodkiewki, bo już od dłuższego czasu chciałam spróbować rzodkiewkowego pesto, które wypatrzyłam na ciekawym blogu kulinarnym.



Rzodkiewkowe pesto:

  • liście z pęczka rzodkiewek
  • pół szklanki nasion słonecznika
  • 2 ząbki czosnku
  • ok. 70-100 ml świeżej oliwy 
  • pół łyżeczki soli
  • pieprz
Wszystko miksujemy na jednolitą papkę. Gotowe.




Do tego gotowane na miękko jajka i chlebek na zakwasie i pomidory.
Bardzo polecam.

A szydełkowo: skończyłam czwarty sukienkowy pasek, zabieram się za kolejny.

piątek, 14 czerwca 2013

abażur

Wreszcie zrobiłam zdjęcia abażuru :-)
Podoba mi się, a Wam?





Lampka uratowana przed wyrzuceniem.  oryginalny abażur był papierowy, utwardzony, nie do uratowania. 

Po zdjęciu papieru okazało się, że metalowe części trzymały się razem wyłącznie za sprawą tego papieru (ech, Ikea...) i przez to, a może dzięki temu, nowa wersja ma nieco inny kształt.






Została mi jeszcze jedna taka sama lampka do przerobienia, ale pomysł na nią mam nieco inny.
Jak już skończę sukienkę z elementów, zabiorę się za nią.

Chyba, że...
... znowu wypatrzę coś niezwykłego :-)

Spray przeciw komarom

Trafiłam na ten artykuł dzisiaj i zamierzam zrobić ten spray po pracy. Nadchodzi weekend i będzie okazja by go wypróbować. A że bez chemii, to tym chętniej się podejmę.
Źródła:
sposob-na-komary-zrob-spray

naturalny-spray-na-komary

Podaję tu za autorką:


Będziesz potrzebować:
  • po garści melisy, mięty i rozmarynu, kocimiętki (kocimiętka jest 10 razy silniejsza w odstraszaniu owadów niż DEET)
  • 1 szklanka wody destylowanej/przegotowanej bądź też ocet jabłkowy (wolę drugą opcję gdyż ocet jabłkowy świetnie wpływa na naszą skórę, łagodzi podrażnienia, zaś zapach szybko mija)
  • 1 cytryna (jeśli używasz wody destylowanej)
Wykonanie krok po kroku:
  1.  Porwij zioła na małe kawałki (nie używaj metalu do tej czynności) wsyp do słoika i zalej wszystko octem/gorącą wodą.
  2. Jeśli używasz wyłącznie wody, zagotuj ją, zalej nią zioła, zakręć słoik i pozostaw na 30 minut. Pod sam koniec odcedź sok z cytryny oraz zioła, wlej do atomizera i już.
  3. Jeśli używasz octu, pozostaw całą mieszaninę wraz z ziołami na co najmniej tydzień, w ciemnym i chłodnym miejscu, co jakiś czas należy nią wstrząsnąć. Następnie przecedź przez sitko i wlej do atomizera.
 
Spray na komary najlepiej trzymać w lodówce, jeśli używasz wody i cytryny. Natomiast, jeśli wykorzystałaś/eś do przepisu ocet, może on stać minimum pół roku w lodówce lub 3 miesiące poza nią. Używasz jak perfum – czyli na nadgarstki, uszy, pachy i pod kolana. Powtarzaj aplikacje co 1 do 2 godzin.


czwartek, 13 czerwca 2013

Szydełkowo ogrodowo z ptasim mleczkiem

Na początek będę słodzić :-)

Kto z Was robi w domu ptasie mleczko?
Naprawdę nic prostszego!


Opakowanie dowolnej galaretki zalewamy wrzątkiem w kubeczku i mieszamy do ropuszczenia, studzimy
Pół litra zimnego mleka miksujemy z odrobiną cukru by je nieco spienić
Gdy galaretka jest już ostudzona (nie musi być zimna) łączymy ze spienionym mlekiem,
Rozlewamy do foremek lub innych naczyń
wstawiamy do lodówki 
Po godzinie mamy gotowe ptasie mleczko
Można polać rozpuszczoną czekoladą

Ja użyłam najpierw foremek silikonowych do muffinek, z których galaretki same wyskakują bez wysiłku, jednak porcje okazały się zbyt małe dla moich łasuchów.
Kolejne porcje przygotowałam już w szklaneczkach :-)


Skarpetki - skrętki na drutach wreszcie gotowe!
Zupełnie nie wiem, dlaczego tak długo to trwało. Ilość oczek zrobiłam zgodną z przepisem w książce wspomnianej niedawno, jednak skarpetki okazały się moim zdaniem zbyt luźne. Następne, (tak będą następne!) zrobię węższe.
Zadziwiające jest, że ta spirala jest taka elastyczna i idealnie układa się na nogach :-)
Szczęśliwe stopy zadowolonego posiadacza :-D








A w ogrodzie zaczyna kwitnąć lawenda :-)



Nazwy tej rośliny nie pamiętam, ale kwitnie wielkimi, fioletowymi pomponami.
Wysiałam ją w ubiegłym roku z nasion a ta wyrosła sama. I jak widać, coś na niej przystanęło w podróży



 Piwonie też się budzą :-)


A tu inna odmiana lawendy w różanym kąciku


I moja duma - rozmnażane samodzielnie kilka lat temu gałązki bukszpanu 


Róża biała




Posadzona w ubiegłym roku aronia na soki i nalewki



Floksy jeszcze przed kwitnieniem

środa, 12 czerwca 2013

sukienka z elementów

Po abażurze, który pokażę niebawem, przyszedł czas na sukienkę z elementów.
Wzór jest bardzo przyjemny, fajnie się go szydełkuje.
Miałam nieco kłopotu na początku z łączeniem elementów i kilka pruć za mną, ale ostatecznie osiągnęłam zamierzony efekt.

Nici: cotton filet
kolor jasny ecru
szydełko 1.5





Sukienka ma być do kolan.

sobota, 8 czerwca 2013

Słońce!!!

Nareszcie jest słońce :-)
Od razu więcej energii i chęci do wszystkiego!

To początek abażuru z wzoru, który pokazywałam poprzednio. Jak skończę abażur może wykorzystam wzór na sukienkę??


Sobotnie śniadanie ze świeżym kozim serem a'la mozarella z pomidorami i koperkiem, pycha!



Kozi ser :-) 
Fantastyczny. Jeśli tylko macie kontakt z hodowcą kóz, koniecznie zamówcie sobie taki. Wszystkie sklepowe sery się chowają!
Ja ser kupuję Pod rozbrykanym kucykiem. 





Na obiad zaś wykorzystałam kaszę gryczaną z wczoraj. Powstała pyszna zapiekanka z tego przepisu 
Ja jednak zamiast pora dodałam podsmażoną cebulę, na wierzch kilka plasterków żółtego sera i gdzieniegdzie wetknęłam cukinię i plastry szynki.
Naprawdę polecam Wam tę zapiekankę, jest doskonała.

Przepis:
kasza gryczana
kostka twarogu
3 jajka
dwie posiekane i podsmażone cebule
sól i pieprz
kilka listków posiekanej świeżej szałwi i koperku
mała cukinia
ew. 2-3 plastry szynki dla potrzebujących

Ugotowaną kaszę (może być z poprzedniego dnia) wymieszaj z pozostałymi składnikami, włóż do formy do zapiekania, udekoruj cukinią i szynką, na wierzch połóż plastry żółtego sera. Włóż do nagrzanego do 190 st. C piekarnika i piecz 45 minut.


I na koniec upolowane za grosze na pchlim targu przez M. klamki z szyldami do robionych właśnie drewnianych drzwi. W tej chwili potraktowane jakimś wytrawiaczem i przywracane do dawnej świetności.



Chleb w 80% żytni drożdżowy, przepis jak mleczny na zakwasie, lecz bez mleka i zakwasu :-)
Jak widać urósł znacznie mniej bez mąki pszennej, ale jest bardzo smaczny.



Nasze plony truskawkowe :-)



i busz pietruszkowo - czosnkowy
na zdjęciu wygląda jak gigant, w rzeczywistości pietruszka ma wysokość 10-12 cm :-D
Wysiała się sama i fajnie wyszło.



czwartek, 6 czerwca 2013

Misz masz, skarpety na drutach i pyszne śniadanie



Moja jagoda kamczacka zaszalała :-)
Oto tegoroczne plony :-D


Bezglutenowe, zalecone przez dietetyka śniadanie:
Foremki muffinkowe wyłożone plastrem szynki, posypane posiekaną zieleniną, rukolą i natką pietruszki, zalane masą jajeczno-śmietanową, posolone, zapieczone w piekarniku 190 stC / 20 minut
Podane z plastrem pomidora

Zdjęcie jeszcze gorących ale robione w pochmurny poranek telefonem :-(



W bibliotece wypożyczyłam książkę "Skarpety na drutach", gdzie jest opisana metoda robienia bez konieczności wyrabiania pięty. Bardzo mnie to zainteresowało i faktycznie sprawdza się!
Kończę drugą skarpetkę, wykorzystując oczywiście wszelkie resztki włóczek.





A to maleństwo jest być może naszym kogucikiem :-)
Na razie kwoka wysiaduje pisklęta w zaprzyjaźnionym gospodarstwie 



pinterest


Dziękuję za odwiedziny i miłe słowa komentarza :-)